Stara maszyna w warsztacie - naprawić czy sprzedać?
W jednym miesiącu zaczęła mi szumieć pilarka formatowa, a znajomy stolarz spod Gniezna zaproponował mi swoją szlifierkę szerokotaśmową, bo zamyka zakład. Dwie decyzje o starych maszynach naraz. Opisuję, jak liczę, czy naprawiać, sprzedawać czy kupować używane, i kogo pytam, zanim wydam pieniądze.
Pisze Krzysztof 5 min czytania

Moja pilarka formatowa ma więcej lat niż moja córka. Kupiłem ją używaną, kiedy przenosiłem się do hali, i od tamtej pory przecięła setki płyt i tysiące desek. W sierpniu zaczęła szumieć. Najpierw tylko na rozbiegu, potem cały czas, a pod koniec miesiąca dołożył się lekki stuk przy przesuwaniu wózka.
Tydzień później zadzwonił Bartek, stolarz spod Gniezna, którego poznałem lata temu na szkoleniu z tapicerki. Zamyka zakład, bo nie ma następcy, i wyprzedaje maszyny. Zapytał, czy nie wezmę jego szlifierki szerokotaśmowej. Cena była dobra. Zbyt dobra, żeby nie zacząć się zastanawiać.
Dwie stare maszyny, dwie decyzje. Spisuję, jak do nich podszedłem, bo podobne pytanie prędzej czy później zada sobie każdy, kto pracuje na sprzęcie z drugiej ręki.
Najpierw: co właściwie się psuje
Stara maszyna przemysłowa ma tę zaletę, że jest prosta. Żeliwo, stal, silnik, łożyska, pasy, prowadnice. W pilarce sprzed kilkudziesięciu lat nie ma elektroniki, która może paść tak, że nikt jej już nie naprawi. Większość usterek to zużycie elementów, które da się wymienić.
U mnie szum na rozbiegu i potem cały czas to klasyczny objaw zużytego łożyska wałka piły. Stuk przy wózku to luz na prowadnicach albo zużyte rolki. Ani jedno, ani drugie nie oznacza końca maszyny. Oznacza tylko, że nie można dłużej udawać, że nic się nie dzieje, bo łożysko, które się rozsypie przy pracy, potrafi zniszczyć wałek, a wtedy rachunek jest zupełnie inny.
Jak liczę: naprawić czy sprzedać
Mam na to prostą kartkę z czterema pozycjami.
- Koszt naprawy razem z przestojem. Nie tylko części i robocizna, ale też dni, w których nie mogę ciąć. Przy pilarce, na której stoi cała stolarnia, każdy dzień przestoju jest drogi.
- Za ile sprzedam ją niesprawną. Używane maszyny z usterką sprzedaje się za ułamek ceny sprawnych, bo kupujący wlicza w cenę ryzyko.
- Ile kosztuje zamiennik o podobnej klasie. Nowa pilarka formatowa tej samej wielkości to wydatek, na który w małym warsztacie odkłada się latami.
- Co jeszcze jest zużyte. Jeśli naprawiam łożysko, a za pół roku pada silnik, a potem prowadnice, to może lepiej sprzedać teraz.
W przypadku pilarki wynik był oczywisty. Łożyska i rolki kosztują ułamek tego, co zamiennik. Silnik pracuje równo, żeliwny stół jest płaski, a prowadnice da się wyregulować. Naprawiam.

Łożyska wymieniłem z mechanikiem, który od lat serwisuje maszyny stolarskie w Łodzi. Zajęło to dwa dni, z czego jeden na czekanie na części. Przy okazji wymieniliśmy pas i wyregulowaliśmy wózek. Pilarka znowu chodzi cicho, a ja dopisałem do zeszytu datę przeglądu.
Szlifierka od Bartka, czyli kupowanie cudzej historii
Z używaną maszyną od kogoś jest trudniej, bo kupuje się nie tylko żeliwo i silnik, ale też wszystko, co się z nią działo przez lata. Pisałem o tym przy używanej maszynie do szycia ciężkich materiałów: najwięcej mówi to, czego sprzedający nie mówi sam z siebie.
Bartek akurat mówił sporo. Że szlifierka pracowała u niego na dwie zmiany przez kilka lat, potem na jedną. Że pasy szlifierskie kupował zawsze w tym samym miejscu. I że raz miał przy niej poważniejszą awarię, po której wymieniano łożyska i uszczelnienia.
Kiedy powiedziałem, że chętnie bym ją wziął, ale nie mam jak ocenić jej stanu z Łodzi, zaproponował, żebym zlecił przegląd komuś niezależnemu, z jego okolicy, przed podpisaniem czegokolwiek. Podał mi namiar i wizytówkę wysłał zdjęciem. Na górze PBO Kaszyński - naprawa maszyn przemysłowych (https://pbokaszynski.pl/naprawa-maszyn-przemyslowych/), niżej adres w Gnieźnie i telefon. Przejrzałem ich stronę: łożyska, oleje, ślizgi, uszczelnienia, a do tego badanie stanu technicznego także w tych miejscach maszyny, które jeszcze się nie zepsuły. Dokładnie tego potrzebowałem. Nie chodziło o naprawę, tylko o to, żeby ktoś, kto nie ma interesu w sprzedaży, powiedział, co w tej maszynie będzie następne do wymiany.
Co sprawdzić przed zakupem używanej maszyny
Niezależnie od tego, czy ogląda się maszynę samemu, czy z kimś, kto się zna na mechanice, warto przejść przez tę listę:
- Maszyna w ruchu. Nigdy nie kupuję maszyny, której nie słyszałem pod obciążeniem. Szum, stuki, drgania, zapach przegrzanego oleju albo izolacji mówią więcej niż wygląd.
- Łożyska i luzy. Wałki, rolki, prowadnice. Luz, który na postoju wydaje się mały, przy pracy daje nierówną powierzchnię albo krzywe cięcie.
- Wycieki i uszczelnienia. Plamy oleju pod maszyną to nie zawsze tragedia, ale zawsze pytanie.
- Dokumentacja i części. Czy jest instrukcja, schemat elektryczny, czy da się dostać części. Do starych maszyn często tak, ale nie do wszystkich.
- Zasilanie. Większość maszyn przemysłowych chodzi na 400 V. U mnie gniazda 400 V są tylko przy pilarce i odciągu.
- Transport i miejsce. Szlifierka szerokotaśmowa waży tyle, że bez wózka widłowego jej nie przestawisz. Trzeba ją zdemontować, załadować, przewieźć kilkaset kilometrów i wstawić przez bramę.
Na czym się skończyło
Ostatecznie szlifierki nie kupiłem, i to nie z powodu jej stanu. Kiedy usiadłem z kartką, wyszło, że w hali nie mam na nią miejsca, a doprowadzenie kolejnego gniazda 400 V, transport z Wielkopolski i przygotowanie posadzki pod maszynę zjadłyby całą korzyść z dobrej ceny. Szlifuję dziś niewiele dużych płaszczyzn, a przy tym, co robię, szlifierka taśmowa ręczna i oscylacyjna wystarczają.
Bartkowi powiedziałem wprost, że to nie przez maszynę. Sprzedał ją miesiąc później stolarni z Poznania. Namiar z wizytówki zostawiłem sobie w telefonie, bo kiedy następnym razem ktoś zaproponuje mi maszynę z Wielkopolski, wiem, kogo poprosić o przegląd przed zakupem.

Kilka zasad, które mi zostały
- Szum i stuk to nie wyrok, ale też nie coś, z czym się pracuje „jeszcze do końca miesiąca”.
- Naprawa ma sens, kiedy maszyna jest prosta, części dostępne, a reszta w dobrym stanie.
- Sprzedaję wtedy, kiedy zużyte jest wszystko naraz albo kiedy maszyna przestała pasować do tego, co robię.
- Kupując, płacę za stan, nie za cenę. Dobra cena za maszynę, na którą nie mam miejsca ani prądu, to żadna okazja.
- Po każdej naprawie wpis do zeszytu: data, co wymienione, kto robił. Tak samo pilnuję ostrzenia dłut i noży, i dzięki temu wiem, kiedy maszyna zaczyna się psuć częściej niż kiedyś.


