Deski z placu jadą do hali na dwa tygodnie. Wilgotność drewna jesienią
Jesienią nie tnę drewna prosto z samochodu. Mierzę je, układam na przekładkach w hali i czekam. Opisuję, ile procent wilgotności ma mieć drewno na meble do mieszkania, jak wyglądał blat, który zrobiłem za szybko, i co zrobić, jeśli nie masz miernika.
Pisze Krzysztof 5 min czytania

We wtorek przyjechało drewno na dwa stoły i komodę. Deski sosnowe i dębowe, strugane, ładne, pachnące składem. Kierowca pomógł zdjąć je z paki, ja wbiłem w pierwszą deskę miernik. Pokazało 16 procent. Druga dębowa 15, trzecia 17. Deski poszły na przekładki pod ścianę stolarni i leżą tam do dziś. Ciąć zacznę najwcześniej za tydzień, a pewnie za dwa.
Nie robię tego z przesady. Robię to, bo kiedyś tego nie zrobiłem.
Blat, który rozszedł się w lutym
Kilka lat temu, jeszcze w garażu, robiłem dębowy blat do kuchni dla klientki. Listopad, drewno z magazynu, który stał w nieogrzewanej wiacie. Deski wyglądały na suche, w dotyku były suche, terminy goniły. Skleiłem blat z sześciu lameli, wyszlifowałem, zaolejowałem. Wyglądał świetnie, klientka była zadowolona.
W lutym zadzwoniła. Między lamelami pojawiły się szpary, w dwóch miejscach na grubość karty kredytowej. Kuchnia z ogrzewaniem podłogowym, grzejnik pod oknem, powietrze suche jak na pustyni. Drewno, które przyjechało do niej z wilgotnością pewnie w okolicach 15-16 procent, w ciągu trzech miesięcy zeszło do 8 albo niżej. Skurczyło się w poprzek słojów, klej trzymał, więc rozeszło się obok spoin i w samych deskach.
Blat zrobiłem jej drugi raz, za darmo. Pierwszy leży u mnie w hali i służy jako półka na puszki z lakierem. Od tamtego czasu mam miernik.
Ile procent na co
Drewno zawsze dąży do równowagi z powietrzem wokół siebie. W ciepłym, suchym mieszkaniu zimą oddaje wodę, latem trochę jej przyjmuje. Wilgotność, którą drewno osiąga w danym miejscu, nazywa się wilgotnością równoważną. Moje orientacyjne wartości, przy których pracuję:
| Przeznaczenie | Wilgotność drewna przy obróbce |
|---|---|
| meble do mieszkania z ogrzewaniem, blaty, stoły | ok. 8-10 proc. |
| podłogi i schody wewnątrz | ok. 8-10 proc. |
| meble do nieogrzewanego domku, werandy | ok. 12-15 proc. |
| meble ogrodowe, ławki, skrzynie na zewnątrz | ok. 15-18 proc. |
| deski „suche” ze składu, które stały pod wiatą | często 14-20 proc. |
Zimą w mieszkaniu z kaloryferami powietrze bywa tak suche, że drewno schodzi poniżej 8 procent. Dlatego na stoły i blaty wolę drewno z dolnej granicy przedziału niż z górnej.
Drewno na zewnątrz to inna historia. Ławka na tarasie i tak będzie nasiąkać i schnąć z każdym deszczem. Dla niej 16 procent jest w porządku, co zresztą widać po ławce z desek konstrukcyjnych, która stoi u teściowej od lat.
Ile się kurczy
Drewno pracuje głównie w poprzek słojów. Wzdłuż prawie wcale. Sosna i dąb tracą na szerokości mniej więcej kilka dziesiątych procenta na każdy procent spadku wilgotności. Brzmi niewinnie, ale policzmy blat o szerokości 600 mm, który zejdzie z 16 do 8 procent. To osiem procent różnicy, czyli kilka milimetrów na całej szerokości. Te milimetry muszą się gdzieś podziać. Albo w szparach, albo w pęknięciach, albo w wygiętym blacie.
Dlatego meble robi się tak, żeby drewno mogło pracować: blaty mocuje się do oskrzyni na łącznikach, które pozwalają na ruch, a płyciny w drzwiczkach wkłada w rowki bez kleju. Ale nawet najlepsza konstrukcja nie uratuje mebla, jeśli drewno zaczyna od 16 procent.

Jak sezonuję w hali
Drewno po przywiezieniu układam na przekładkach. To proste, ale zasady są:
- Przekładki suche i jednakowej grubości, u mnie listewki 20 x 20 mm ze ścinków. Mokra przekładka zostawia na desce ciemny pas.
- Co 40-50 cm, jedna nad drugą w pionie. Przekładki przesunięte względem siebie sprawiają, że deski się wyginają.
- Pierwsza warstwa nie na posadzce. Kładę dwie belki, żeby z betonu nie ciągnęło wilgoci.
- Z dala od promiennika i od bramy. Za szybkie suszenie przy grzejniku robi pęknięcia na czołach, a przy bramie drewno łapie wilgoć z każdego otwarcia.
- Na wierzch kilka ciężkich desek albo płyta, żeby górna warstwa się nie wypaczyła.
Jesienią i zimą w nieogrzewanej części hali drewno nie zejdzie do 8 procent. Tam jest za chłodno i za wilgotno. Deski na meble do wnętrz przenoszę więc po kilku dniach w ogrzewaną część, bliżej szwalni, gdzie trzymam stałą temperaturę. O tym, jak walczę z wilgocią w hali zimą, pisałem we wrześniowym wpisie o ogrzewaniu.
Dwa tygodnie to u mnie minimum dla strugniętych desek 20-30 mm. Grubsze, na nogi stołu czy oskrzynię, potrzebują dłużej. Nie ma sztywnej reguły, decyduje miernik.
Miernik i jak mierzę
Mam prosty miernik oporowy z dwiema szpilkami. Wbija się je w drewno wzdłuż włókien i odczytuje wynik. Kilka zasad, które wyczytałem w instrukcji i sprawdziłem w praktyce:
- mierzę w kilku miejscach, w środku deski i 30 cm od końca, nie na samym czole, bo tam drewno schnie najszybciej,
- ustawiam gatunek, jeśli miernik ma taką opcję, bo dąb i sosna dają inne wskazania przy tej samej wilgotności,
- mierzę drewno w temperaturze hali, nie zaraz po przywiezieniu z zimnego samochodu,
- przy grubych elementach odcinam kawałek z końca i mierzę na świeżym przekroju, bo w środku bywa wilgotniej niż na powierzchni.
Tanie mierniki nie są laboratoryjne. Ale do decyzji „tnę czy czekam” wystarczą w zupełności.
Bez miernika
Jeśli robisz jeden stół do domu i nie chcesz kupować miernika, jest prosta zasada. Przynieś deski do mieszkania, w którym mebel będzie stał, i połóż je na przekładkach w pokoju, nie w piwnicy i nie w garażu. Zostaw na dwa, trzy tygodnie. Jeśli możesz, zważ jedną deskę na wadze łazienkowej na początku i co kilka dni. Gdy waga przestanie spadać, drewno jest w równowadze z pokojem.
Sam tak kiedyś trzymałem cztery deski jesionu na regał, pod łóżkiem w sypialni, przez miesiąc. Żona nic nie powiedziała, ale odkurzacz chodził tam w tym miesiącu częściej niż zwykle.
Na dziś moje deski mają 13-14 procent. Do poniedziałku przeniosę je bliżej szwalni. Klient czeka na stół do świąt, ale o tym, jak liczę takie terminy, napiszę osobno.


