Czym ogrzewam starą halę i jak walczę z wilgocią przed zimą?
Stara ceglana hala ze szklanym dachem ma zimą dwa problemy: ucieka z niej ciepło i skrapla się w niej woda. Po czterech zimach wiem, czym grzeję, czym nie grzeję nigdy i co robię we wrześniu, żeby w styczniu nie kapało mi na stół krojczy.
Pisze Krzysztof 5 min czytania

Pierwszej zimy w hali przyszedłem w styczniu rano i zobaczyłem na stole krojczym rząd kropel. Kapało ze świetlika. Nie przeciekał dach, było sucho i mroźno. To była woda, która skropliła się na zimnej szybie od środka i spływała po ramie. Na stole leżała akurat skrojona, jasna tkanina obiciowa na komplet krzeseł. Plamy po wodzie zeszły, ale sam strach został mi do dziś.
Wtedy zrozumiałem, że zima w hali to nie tylko pytanie, jak się ogrzać. To pytanie, jak nie zamoczyć wszystkiego, co mam w środku.
Skąd się bierze woda
Powietrze zawsze niesie trochę pary wodnej. Im cieplejsze, tym więcej może jej unieść. Kiedy ciepłe powietrze z hali dotyka zimnej powierzchni, na przykład pojedynczej szyby w świetliku, stygnie. Jeśli ostygnie poniżej tak zwanego punktu rosy, para zamienia się w wodę i osiada na szybie. To samo dzieje się na zimnym murze, na żeliwnym stole pilarki, na metalowych regałach.
W mojej hali są dwa główne źródła wilgoci: sam budynek, bo stare mury przez jesień nasiąkają, i wszystko, co robimy w środku. Oddychanie, mokre ubrania, a przede wszystkim ogrzewanie, jeśli ktoś wybierze źle.
Czym nie grzeję
Nagrzewnica gazowa z otwartym spalaniem. Najtańsza w zakupie i daje dużo ciepła szybko. Ale spaliny, razem z parą wodną powstającą przy spalaniu gazu, idą prosto do hali. Spalanie propanu produkuje sporo wody, więc taka nagrzewnica sama robi wilgoć, z którą potem walczę. Do tego tlenek węgla i otwarty płomień w budynku, gdzie w powietrzu bywa pył drzewny i opary rozpuszczalników. Dla mnie to wykluczone.
Piec na drewno i trociny. Kusi, bo opał mam za darmo. Ale nowy komin w cudzym budynku, zgoda właściciela, przepisy, ubezpieczyciel, który zada kilka pytań, i pył drzewny w powietrzu obok otwartego ognia. Znam warsztaty, które tak grzeją, i znam jeden, który się spalił. Nie oceniam innych, ale sam tego nie robię.
Czym grzeję
Promienniki podczerwieni nad stanowiskami. Hala jest wysoka i ogrzanie całego powietrza pod dachem kosztowałoby majątek, bo ciepło i tak ucieka do góry. Promiennik grzeje ludzi i przedmioty, na które świeci, a nie powietrze. Mam dwa nad stołem w stolarni i jeden nad maszyną do szycia. Stoję w cieple, a pięć metrów obok jest dziesięć stopni. Da się tak pracować.
Nagrzewnica elektryczna w szwalni. Szwalnia jest mniejsza i oddzielona ścianką, więc da się ją ogrzać do kilkunastu stopni. Tam leżą tkaniny, pianki i kleje, a one lubią stałą temperaturę.
Kanciapa ma zwykły grzejnik elektryczny z termostatem. Tam przez zimę mieszkają rzeczy, które nie mogą zmarznąć.
Prąd kosztuje. Zimowe rachunki są u mnie wyraźnie wyższe niż letnie i uwzględniam to w stawce. Koszty warsztatu siedzą w stawce godzinowej i zimowy prąd też się w niej mieści.
Walka z kondensacją
- Świetliki nad stołami. Od wewnątrz, na zimę, zakładam na szyby nad szwalnią folię izolacyjną z pęcherzykami powietrza, taką jak w szklarniach. Warstwa powietrza sprawia, że wewnętrzna powierzchnia jest cieplejsza i woda się na niej nie skrapla. Tracę trochę światła, ale zyskuję suchy stół.
- Stół krojczy od listopada przesuwam o dwa metry, tak żeby nie stał pod samym świetlikiem.
- Wietrzenie krótko i mocno. Raz, dwa razy dziennie otwieram na kilka minut bramę i drzwi. Wilgotne powietrze wylatuje, zimne suche wchodzi. Uchylona brama przez cały dzień wychładza mury i daje efekt odwrotny.
- Higrometr. Wisi w szwalni i w stolarni. Kiedy wilgotność idzie mocno w górę, wiem, że trzeba przewietrzyć albo włączyć osuszacz, który stoi w szwalni.

Materiały zimą
Kleje i lakiery wodne nie mogą zamarznąć. Dyspersja po zamrożeniu i rozmrożeniu potrafi się rozwarstwić i nie nadaje się już do niczego. Od października wszystkie trzymam w ogrzewanej kanciapie. Klej do drewna ma też minimalną temperaturę pracy. Poniżej niej spoina wychodzi biaława i krucha. Kleję tylko w ogrzanej części, a elementy przynoszę tam dzień wcześniej, żeby drewno też się ogrzało.
Kleje rozpuszczalnikowe nie zamarzają tak łatwo, ale w zimnie gęstnieją i dłużej odparowują. Szerzej o klejach pisałem w tekście co trzyma, a co odpada.
Drewno. Tarcica przywieziona z zimnego składu potrzebuje kilku dni aklimatyzacji. Ważniejsze jest jednak coś innego: mebel, który robię zimą w wilgotnej hali, pojedzie do ogrzewanego mieszkania, gdzie powietrze jest suche. Drewno tam wyschnie i się skurczy. Na meble do wnętrz trzymam drewno w ogrzewanej części i sprawdzam wilgotność miernikiem. Jeśli wychodzi za wysoka, czekam.
PVC i tkaniny powlekane na mrozie sztywnieją. Rozwijanie zmarzniętej rolki i zginanie materiału na zimno może zostawić trwałe załamania albo mikropęknięcia powłoki. Rolkę, z której będę kroić, wnoszę do szwalni dzień wcześniej.
Maszyny i narzędzia
- Maszyny do szycia rano chodzą ciężko, bo olej zgęstniał. Przed szyciem puszczam je kilka minut bez materiału.
- Żeliwne blaty pilarki i strugarki rdzewieją od skroplonej wody w kilka dni. Przed zimą czyszczę je i zabezpieczam środkiem przeciwkorozyjnym albo woskiem, a na noc przykrywam kocem.
- Kompresor zbiera zimą więcej wody w zbiorniku. Spuszczam kondensat po każdym dniu pracy, bo zamarznięta woda w zaworze to kłopot.
- Kamienie wodne zabieram do kanciapy. Przemrożony, nasączony wodą kamień może pęknąć.
Moja wrześniowa lista
Robię to zawsze w drugiej połowie września, zanim przyjdą przymrozki:
- Przegląd dachu i rynien z właścicielem hali, zanim spadną liście.
- Folia na świetliki nad szwalnią.
- Przegląd promienników i nagrzewnicy, sprawdzenie przewodów i gniazd.
- Przeniesienie klejów, lakierów i kamieni do kanciapy.
- Zabezpieczenie żeliwnych blatów.
- Sprawdzenie gaśnic i uszczelek w bramie.
Hala, o której urządzaniu pisałem w maju, nigdy nie będzie ciepła jak mieszkanie. Ale od trzech zim nic mi nie kapnęło na stół. Świetlik nad szwalnią ma już folię od wczoraj.


