System przechowywania ścinków i resztek w pracowni
Każdy, kto coś robi z drewna i tkanin, zna ten stan: ścinków jest tyle, że nie widać podłogi, a kiedy potrzebny jest kawałek PVC na łatkę, i tak nie da się go znaleźć. Po latach bałaganu mam system, który działa. Z liczbami.
Pisze Krzysztof 5 min czytania

W garażu nie miałem systemu, miałem stertę. W pierwszym roku w hali miałem kilka stert, bo było więcej miejsca. Przełom przyszedł pewnego listopadowego popołudnia, kiedy przez czterdzieści minut szukałem kawałka szarego PVC na łatkę do plandeki. Wiedziałem, że gdzieś jest, bo tydzień wcześniej go odkładałem. W końcu pojechałem kupić metr nowego materiału. Wieczorem znalazłem ten ścinek pod rolką pianki.
Czterdzieści minut szukania plus dojazd po materiał, żeby zaoszczędzić kawałek wart kilka złotych. Tego dnia zacząłem układać system.
Zasada pierwsza: nie wszystko jest cenne
Największy błąd rzemieślnika to przekonanie, że „to się jeszcze przyda”. Przyda się, owszem, ale może za pięć lat, a do tego czasu zajmuje miejsce, zbiera kurz i zasłania to, co przyda się jutro. Ustaliłem więc minimalne wymiary. Wszystko mniejsze wyrzucam bez wyrzutów sumienia.
- Tkaniny techniczne: zostawiam kawałki od około 30 x 30 cm. Z mniejszych nic sensownego nie uszyję. Wyjątek to długie paski, które przydają się na uchwyty i wzmocnienia.
- Tkaniny meblowe: od około 40 x 40 cm, bo tyle trzeba na obicie małego siedziska albo podnóżka.
- Drewno lite: od 30 cm długości, a z twardego drewna, jak dąb czy buk, od 15 cm, bo z niego robi się kliny, klocki i uchwyty.
- Płyty: sklejka od kartki A4, płyty meblowe prawie wcale, bo i tak wolę kupić nową.
- Pianka: ścinki grubsze niż 3 cm i większe niż dłoń. Reszta idzie na wypełnienia i przekładki, ale tylko do jednego worka.
- Skóra: od wielkości dłoni. Skórzane kawałki przydają się na wzmocnienia narożników i uchwyty.
Te liczby nie są święte. Są moje, dobrane do tego, co robię. Ważne, żeby jakieś były.
Zasada druga: jeden materiał, jedno miejsce
Każdy rodzaj ścinków ma swoje miejsce i nie ma „pudła na różne”. Pudło na różne to sterta w przebraniu.
Tkaniny techniczne trzymam w przezroczystych pojemnikach z pokrywami, na metalowym regale w szwalni. Jeden pojemnik na PVC jasne, jeden na PVC ciemne, jeden na poliester PU, jeden na akryl, jeden na siatki. Przezroczyste, bo od razu widać kolor. Z pokrywami, bo kurz z hali siada wszędzie, a pył z przeciwnej strony ścianki mimo wszystko przelatuje. Różnice między tymi materiałami opisywałem w tekście o tkaninach technicznych. Dla ścinków to też ma znaczenie, bo łatka musi być z tego samego materiału, co naprawiana plandeka.
Tkaniny meblowe składam w kostkę i układam na półce pionowo, jak książki. Widzę wszystkie od razu, nie muszę przekopywać stosu.
Pianka idzie do ciemnych worków, bo światło i powietrze przyspieszają jej starzenie. Jeden worek na ścinki grube, jeden na cienkie. Szerzej o piance pisałem przy gęstościach i twardościach.
Drewno trzymam w stolarni. Krótkie kawałki w drewnianych skrzynkach, osobno iglaste i liściaste. Dłuższe odcinki stoją pionowo w stojaku z listew i sklejki, który zbiłem w jeden wieczór: rama przy ścianie z przegrodami co 15 cm. Pionowe ustawienie ma dwie zalety. Widzisz wszystkie kawałki od góry i nie masz pokusy kłaść na nich kolejnych rzeczy.

Zasada trzecia: etykiety
Każdy pojemnik, skrzynka i worek ma etykietę. Nie myślałem, że to potrzebne, bo przecież wiem, co gdzie trzymam. Ale pan Staszek nie wie. Klient, któremu pokazuję próbki, też nie. I ja sam nie wiem, kiedy jestem zmęczony w piątek o siedemnastej. Etykieta na taśmie malarskiej, pisana markerem, wystarczy.
Zasada czwarta: pełny pojemnik to sygnał
Kiedy pojemnik jest pełny, nie kupuję większego. Siadam na dziesięć minut i przeglądam jego zawartość. Zwykle połowa ścinków leży tam od roku i nie przydała się ani razu. Idą do wyrzucenia albo do oddania. Pojemnik ma stałą wielkość i to on decyduje, ile trzymam, a nie moja pamięć.
Zasada piąta: pudło bieżące
Przy każdym zleceniu mam jedną skrzynkę „na teraz”. Wszystkie ścinki z bieżącej roboty lądują tam do końca zlecenia. Dopiero po oddaniu pracy klientowi sortuję je do właściwych pojemników albo wyrzucam. Dzięki temu nie odkładam kawałków w pośpiechu gdzie popadnie, a przy poprawkach mam pod ręką materiał z tej samej partii, w tym samym odcieniu.
Końcówki rolek to nie ścinki
Osobna kategoria to końcówki rolek, czyli po dwa, trzy metry materiału, które zostają po większym zleceniu. To już nie są ścinki, tylko pełnowartościowy materiał, i traktuję go inaczej. Końcówki zwijam na tuleję z kartonu, owijam folią i opisuję: rodzaj, kolor, gramatura, długość, data. Leżą poziomo na osobnej półce, nigdy na sztorc, bo PVC stojące pionowo przez pół roku potrafi się pogiąć na krawędzi.
Raz na kwartał przeglądam listę końcówek i przy wycenach proponuję je klientom, którym kolor nie robi różnicy. Klient płaci mniej, a ja odzyskuję pieniądze zamrożone na półce. Pokrowiec na grill z końcówki rolki jest tak samo dobry jak z nowej.
Co z tym, czego nie trzymam
Nie wszystko, co wyrzucam, idzie do śmieci.
- Trociny i wióry z litego, niemalowanego drewna biorą sąsiedzi z działek na ściółkę. Trocin z płyt meblowych, lakierowanego drewna czy drewna impregnowanego nie oddaję nikomu na grządki.
- Ścinki tkanin czasem oddaję do pobliskiej świetlicy dla dzieci, gdzie szyją z nich woreczki i robią zajęcia plastyczne. Tylko czyste i bez ostrych brzegów.
- PVC i pianki nie spalam nigdy, w żadnym piecu. Przy spalaniu PVC powstają bardzo szkodliwe związki chloru, a płonąca pianka wydziela toksyczny dym. Odpady z warsztatu oddaję firmie, która ma uprawnienia do ich odbioru, i mam na to dokumenty. Jako firma nie mogę ich wyrzucać do domowego kosza ani nosić do punktu, który zwykle przyjmuje odpady tylko od mieszkańców.
Tygodniowy kwadrans
Cały system działa tylko dzięki jednemu nawykowi: w piątek po południu, przed zamknięciem, piętnaście minut sprzątania ścinków. Pudło bieżące opróżnione, trociny do worków, ścinki do pojemników. Bez tego po dwóch tygodniach wracam do sterty.
Ścinka szarego PVC na łatkę szukam dziś kilkanaście sekund. Pojemnik „PVC ciemne”, druga półka od dołu, po lewej. Wiem, bo ma etykietę.


