Tapicerowanie krzesła z odzysku, od zdarcia obicia do ostatniej zszywki
Krzesło z osiedlowej wystawki gabarytów, rama z buku, siedzisko w stanie agonalnym. Pokazuję cały proces renowacji: ocenę ramy, klejenie, zdzieranie, nowe siedzisko, piankę i obicie. Tak jak robię to dla klientów.
Pisze Krzysztof 5 min czytania

Wracałem z hali przez osiedle i zobaczyłem je przy śmietniku, obok starej wersalki i telewizora kineskopowego. Krzesło z lat sześćdziesiątych albo siedemdziesiątych, rama bukowa, gięte oparcie, siedzisko obite czymś, co kiedyś było brązowym skajem. Siedzisko zapadnięte, jedna noga luźna. Wziąłem je pod pachę. Żona tylko westchnęła, kiedy zobaczyła je w bagażniku.
Dziś stoi w mojej kanciapie przy biurku i siadają na nim klienci. Proces opisuję dokładnie tak, jak robię go przy krzesłach, które ludzie przywożą do mnie po babci.
Krok 1. Czy w ogóle warto
Zanim wezmę się za tapicerkę, oglądam ramę. Tapicerka to ostatni etap. Nowe obicie na chwiejącym się krześle to wyrzucone pieniądze.
Sprawdzam trzy rzeczy:
- Połączenia. Chwytam za oparcie i kołyszę krzesłem na boki. Luz w połączeniach to norma w starych krzesłach, bo stare kleje po latach puszczają. Da się to naprawić.
- Pęknięcia. Szczególnie przy czopach i w miejscach, gdzie noga łączy się z oskrzyniem. Pęknięta noga to już poważniejsza sprawa.
- Owady. Małe okrągłe otworki w drewnie, milimetr, dwa. Jeśli z otworków sypie się świeża mączka drzewna, szkodnik jest aktywny i krzesło nie wchodzi do mojego warsztatu, dopóki nie zostanie potraktowane środkiem owadobójczym. Nie chcę tego w hali pełnej drewna.
Moje krzesło z wystawki miało luz w dwóch połączeniach, zero pęknięć, stare otworki bez mączki. Warto.
Krok 2. Zdzieranie
Zdejmuję siedzisko. W tym krześle było wkładane, przykręcone od spodu czterema wkrętami. Potem zdzieram obicie ściągaczem do zszywek i obcęgami. Pod skajem była warstwa zbitej gąbki w kolorze musztardy, która rozsypywała się w palcach, a pod nią płyta pilśniowa pęknięta na pół.
Przy zdzieraniu zawsze okulary, bo stare zszywki i gwoździe tapicerskie strzelają na boki, i maska FFP2. Stare wypełnienia pylą, a w krzesłach z piwnic bywa jeszcze pleśń. Wszystko idzie od razu do worka, nie na podłogę.
Dobra rada: zanim zedrzesz obicie, zrób zdjęcia z każdej strony. Szczególnie narożników. Stary tapicer zwykle wiedział, co robi, i jego sposób złożenia narożnika to najlepsza podpowiedź.
Krok 3. Rama
Luźne połączenia rozbieram delikatnie, pukając gumowym młotkiem przez klocek. Stare krzesła klejono często klejem glutynowym, czyli zwierzęcym, który mięknie od ciepła i wilgoci. Resztki starego kleju zeskrobuję z czopów i gniazd, bo nowy klej na starym nie trzyma. Potem klej do drewna, złożenie i ścisk taśmowy wokół całego oskrzynia, na dobę.
Na koniec sprawdzam, czy krzesło stoi równo na płaskim stole. Jeśli się kiwa, podcinam o milimetr najdłuższą nogę. O milimetr. Nie o trzy, bo potem kiwa się w drugą stronę.
Ramę przecieram, czyszczę i odświeżam olejem albo woskiem. Pełna renowacja z cyklinowaniem i lakierowaniem to osobna robota, na którą tu nie miałem ochoty. Stare drewno z przetarciami ma swój urok.

Krok 4. Nowa płyta siedziska
Starą pękniętą pilśnię wyrzucam i wycinam nową płytę ze sklejki 10-12 mm, po obrysie starej. Krawędzie lekko zaokrąglam, żeby nie przecinały tkaniny od spodu.
W płycie wiercę kilka otworów o średnicy około 8-10 mm. Przy siadaniu powietrze z pianki musi mieć gdzie uciec. Bez otworów siedzisko pompuje, szumi i tkanina pracuje jak balon. Zapomniałem o tym raz, u klientki, i siedzisko wydawało dźwięk, o którym nie będę tu pisał.
Krok 5. Pianka
Na siedzisko krzesła jadalnianego daję piankę wysokoelastyczną, około 4-5 cm grubości, gęstą. To jest miejsce, w którym nie oszczędzam, i wyjaśniałem dlaczego w tekście o gęstościach i twardościach pianki tapicerskiej.
Piankę wycinam o około centymetr większą od płyty z każdej strony. Górne krawędzie ścinam lekko na skos, żeby siedzisko miało zaokrąglony, a nie kanciasty profil. Przyklejam do płyty klejem do pianek, przy otwartej bramie. Na wierzch warstwa włókniny poliestrowej, która wygładza wszystko i zmniejsza tarcie tkaniny.
Krok 6. Tkanina
Na krzesło, na którym ktoś siada codziennie, wybieram tkaninę o wysokiej odporności na ścieranie. Producenci tkanin obiciowych podają wynik testu Martindale'a, czyli liczbę cykli ścierania, które tkanina wytrzymuje. Im więcej, tym lepiej. Do krzeseł jadalnianych biorę tkaniny z górnej półki pod tym względem, a nie z tej, która ma najładniejszy wzór w katalogu.
Tu wybrałem grafitową tkaninę o gęstym splocie. Przy tkaninach z wzorem albo z włosem, jak welur, pilnuję kierunku: wzór musi być prosto, a włos powinien iść od oparcia ku przodowi siedziska.
Krok 7. Naciąganie
To jest moment, w którym widać różnicę między tapicerem a kimś, kto obił krzesło. Kolejność ma znaczenie:
- Kładę tkaninę prawą stroną do dołu, na niej siedzisko pianką w dół.
- Pierwsza zszywka na środku tylnej krawędzi. Potem naciągam tkaninę i daję zszywkę na środku przedniej. Potem środki boków. Tkanina jest teraz zamocowana na krzyż.
- Od każdego środka idę w stronę narożników, zszywka co 2-3 cm, naciągając tkaninę równo. Nie za mocno, bo na piance zrobią się wgłębienia wzdłuż krawędzi.
- Na koniec narożniki.
Zszywacz pneumatyczny bardzo przyspiesza tę pracę, a o tym, jak go bezpiecznie używać, pisałem przy zszywaczu tapicerskim. Ręcznym też się da, tylko wolniej.
Krok 8. Narożniki
Każdy narożnik układam w dwie symetryczne fałdy, jak przy pakowaniu prezentu, albo jedną, zależnie od kształtu siedziska. Najważniejsze, żeby wszystkie cztery wyglądały tak samo. Nadmiar tkaniny pod fałdą wycinam, żeby narożnik nie był gruby. Zdjęcia starego obicia bardzo tu pomagają.
Krok 9. Spód i montaż
Od spodu mocuję zszywkami kawałek płótna, które zakrywa zszywki i brzegi tkaniny oraz zatrzymuje kurz z pianki. Potem przebijam płótno szydłem w miejscach otworów na wkręty i przykręcam siedzisko do ramy.
Efekt
Z wystawki do kanciapy: około półtora dnia pracy, z czego większość to czekanie na klej. Klienci, którzy na nim siadają, pytają często, skąd mam takie krzesło. Mówię prawdę. Część z nich przywozi potem swoje krzesła po babci, które od lat stoją w piwnicy. Najlepsza reklama, jaką kiedykolwiek miałem, kosztowała mnie jedną wizytę przy śmietniku.


