Ostrzenie dłut i noży krojczych w pierwszą sobotę miesiąca
Pierwsza sobota miesiąca, rano, zanim ktokolwiek zadzwoni. Dwie godziny z kamieniami wodnymi, dłutami, nożami i nożycami. To najbardziej niedoceniana robota w moim warsztacie i ta, która oszczędza mi najwięcej nerwów.
Pisze Krzysztof 5 min czytania

Tępe dłuto jest groźniejsze od ostrego. Brzmi jak slogan z plakatu BHP, ale każdy, kto kiedyś pchał tępe dłuto przez twardy sęk, wie, o co chodzi. Trzeba naciskać mocniej, dłuto się ześlizguje, a druga ręka zawsze jest tam, gdzie nie powinna. Moją bliznę na lewym kciuku zawdzięczam właśnie tępemu dłutu, dwadzieścia lat temu, w zakładzie meblowym.
Od kilku lat mam stały rytuał: pierwsza sobota miesiąca, ranek, wszystkie ostrza w warsztacie. W sezonie zdarza się, że przesunę to o tydzień, ale nigdy nie odpuszczam całkiem.
Sprzęt, który naprawdę jest potrzebny
Nie potrzebujesz szafy pełnej kamieni. Ja używam na co dzień dwóch:
- Kamień o gradacji około 1000. Nim właściwie ostrzę, czyli wyprowadzam nową krawędź.
- Kamień około 6000. Nim wygładzam i poleruję krawędź.
Do tego gruby kamień albo papier ścierny na szkle, około 220-400, gdy dłuto jest wyszczerbione, a ktoś, najczęściej ja, podważał nim wieko puszki z lakierem. Płytka diamentowa do prostowania kamieni i prowadnica do honowania, czyli prosty wózek, który trzyma dłuto pod stałym kątem.
Kamienie wodne trzeba nasączyć wodą przed pracą. Część zanurza się, aż przestaną wypuszczać pęcherzyki powietrza, inne wystarczy zwilżyć. Warto sprawdzić, jakie masz, bo niektórych nie należy trzymać w wodzie godzinami.
Najpierw kamienie, potem dłuta
To robię zawsze na początku. Kamienie wodne są miękkie i przy ostrzeniu wycierają się nierówno, najbardziej na środku. Po kilku sesjach mają wklęsłą powierzchnię i na takim kamieniu nie da się uzyskać prostej krawędzi. Rysuję markerem kratkę na powierzchni kamienia i przecieram go po płytce diamentowej, aż znikną wszystkie linie. Wtedy wiem, że jest płaski.
Dłuta krok po kroku
Lico, czyli tył dłuta
Płaska strona dłuta, zwana licem, musi być naprawdę płaska i wypolerowana przy krawędzi. Robi się to raz, na nowym dłucie, i wtedy bywa to godzina pracy. Potem przy każdym ostrzeniu tylko zdejmuje się na licu zadzior. Kto pomija lico i ostrzy tylko fazę, nigdy nie uzyska naprawdę ostrego dłuta, bo ostrze to spotkanie dwóch powierzchni, a nie jednej.
Kąt
Moje dłuta stolarskie mają fazę szlifowaną pod kątem około 25 stopni, a na samym końcu wąską mikrofazę pod kątem około 30 stopni. Mikrofaza to kilka dziesiątych milimetra, które robią całą robotę. Dzięki niej przy comiesięcznym ostrzeniu nie muszę przechodzić przez całą szeroką fazę, tylko odświeżam wąski pasek na końcu. Trwa to kilka minut na jedno dłuto.
Dłuta do cięższej roboty, którymi coś wybijam młotkiem, ostrzę pod trochę większym kątem, bo cienka krawędź by się kruszyła. Dłuta do delikatnego strugania ręcznego mogą mieć kąt mniejszy.
Kolejność na kamieniach
- Ustawiam dłuto w prowadnicy pod kątem mikrofazy.
- Na kamieniu 1000 przesuwam je w przód i w tył, lekko dociskając, aż na licu wyczuję pod paznokciem cienki zadzior na całej szerokości ostrza. Zadzior to znak, że krawędź została wyprowadzona od fazy do lica.
- Przechodzę na kamień 6000 i robię kilkanaście pociągnięć, aż mikrofaza będzie lśniąca.
- Kładę dłuto licem na kamień 6000 i kilkoma ruchami zdejmuję zadzior.
- Kilka pociągnięć na pasku skórzanym z pastą, tylko licem i fazą, zawsze w kierunku od krawędzi, nigdy na nią.
Test
Struganie cienkiego wióra z końca sosnowej deski, w poprzek włókien. Ostre dłuto zostawia gładką, lśniącą powierzchnię. Tępe szarpie włókna. Golenia włosów na przedramieniu nie polecam. Wiem, że wszyscy tak robią, ja też robiłem, a potem chodziłem z łysym placem na ręce przez miesiąc.

Szlifierka? Ostrożnie
Szybkoobrotowa szlifierka stołowa kusi, bo jest szybka. Ale łatwo nią przegrzać krawędź dłuta. Jeśli stal zmieni kolor na słomkowy albo niebieski, straciła hartowność i w tym miejscu już nie utrzyma ostrza. Jeśli już używam szlifierki, to tylko do zgrubnej naprawy wyszczerbionego dłuta, z dłutem co chwilę zanurzanym w wodzie, i nigdy do samego końca krawędzi. Resztę robię na kamieniach.
Noże i nożyce po stronie szwalni
Druga połowa rytuału to ostrza z drugiej strony ścianki.
Nożyce krawieckie. Ostrzę tylko zewnętrzną, skośną fazę każdego ostrza, zachowując jej fabryczny kąt. Wewnętrznej, płaskiej strony nie dotykam, bo to od niej zależy, czy ostrza się schodzą. Moje nożyce do tkanin mają na rączce przyklejony kawałek czerwonej taśmy i nikt nie ma prawa ciąć nimi papieru. Papier tępi je szybciej niż wszystko, co szyję.
Nóż tapicerski. Półokrągły i prosty ostrzę na kamieniach jak dłuto, tylko ręcznie, bez prowadnicy, a potem wykańczam na pasku. Przed każdym dłuższym krojeniem skóry kilka pociągnięć po pasku, żeby odświeżyć krawędź.
Nóż krążkowy. Jego ostrzy nie ostrzę sam. Są wymienne i przy mojej ilości krojenia wymieniam je, kiedy zaczynają zostawiać nieprzecięte włókna na tkaninie. Wymieniam w rękawicach odpornych na przecięcie, bo okrągłe ostrze bez osłony to najgroźniejsza rzecz w szwalni. Nóż krążkowy jest dla mnie podstawowym narzędziem przy krojeniu pokrowców, takich jak ten opisany w tekście o pokrowcu na meble ogrodowe na miarę.
Noże z ostrzem łamanym. Łamię segment, jak tylko poczuję, że nóż ciągnie materiał. Segmenty zbieram do słoika z zakręcaną pokrywką, nie do kosza.
Przechowywanie
Ostre dłuto wrzucone luzem do szuflady po tygodniu jest tępe, bo stuka o inne narzędzia. Moje dłuta wiszą w stojaku na ścianie, każde w swoim gnieździe, ostrzem w dół. Noże tapicerskie mają skórzane osłonki. Kamienie po pracy myję z mułu i suszę w temperaturze pokojowej, bo kamień wodny przemrożony z wodą w środku potrafi pęknąć. Zimą w hali trzymam je w kanciapie.
Dlaczego raz w miesiącu
Bo jak ostrzę wtedy, kiedy dłuto już nie tnie, to zwykle jest to w środku pilnej roboty, a ostrzenie w pośpiechu to krzywe ostrze i nerwy. Raz w miesiącu, na spokojnie, z kawą, każde narzędzie dostaje kilka minut uwagi. Przy regularnym odświeżaniu mikrofazy mało kiedy muszę ostrzyć od zera.
Pan Staszek, który przychodzi do mnie regulować maszyny, twierdzi, że po tym, jak ktoś trzyma narzędzia, poznaje, jak szyje. Coś w tym jest. O comiesięcznym i sezonowym porządku w warsztacie pisałem też przy okazji letniego przestoju.


