Prosto do rzeczy

Warsztat pomysły projekty

Łódź, Widzew hala po zakładzie tekstylnym

Wpis 013 Pracownia

Upał w warsztaciewentylacja, klej i lakier w trzydziestu stopniach

Kiedy na zewnątrz jest trzydzieści kilka stopni, w hali pod szklanym dachem robi się niewiele chłodniej. Klej kontaktowy łapie w pół minuty, lakier ciągnie się za pędzlem, a człowiek myśli wolniej. Tak sobie z tym radzę.

Pisze 5 min czytania

Otwarte okna fabryczne i wentylator w warsztacie

W zeszłym tygodniu termometr na słupie w szwalni pokazał o piętnastej 31 stopni. Na zewnątrz było 34. Stara ceglana hala długo trzyma chłód po nocy, ale jak już się nagrzeje, to oddaje ciepło do samego wieczora. Świetliki w dachu są od północy, więc słońce nie świeci prosto na stoły, ale sam dach grzeje z góry jak piekarnik.

W takie dni zmieniam sposób pracy. Nie dlatego, że jestem delikatny, tylko dlatego, że w upale inaczej zachowują się kleje, lakiery i ludzie. Ignorowanie tego kosztuje więcej niż kilka godzin przestoju.

Przewiew zamiast wiatraka w twarz

Najprostsza zasada fizyki: ciepłe powietrze idzie do góry. W mojej hali część świetlików da się uchylić. Rano, zanim zrobi się gorąco, otwieram je i bramę wjazdową. Chłodne powietrze wchodzi dołem przez bramę, ciepłe ucieka górą. Przez pierwsze godziny dnia to działa lepiej niż jakikolwiek wentylator.

Kiedy na zewnątrz robi się goręcej niż w środku, bramę przymykam. Wpuszczanie trzydziestostopniowego powietrza do hali, w której jest dwadzieścia sześć, to strzał w stopę.

Wentylator przemysłowy mam, ale używam go ostrożnie. W stolarni podnosi pył, który leży na każdej poziomej powierzchni, i rozdmuchuje go po całej hali. W szwalni suszy klej na tkaninie szybciej, niż zdążę złożyć elementy. Przy lakierowaniu nawiewa kurz na mokrą powłokę. Dlatego kieruję go na stanowisko, przy którym akurat nic nie schnie, albo na siebie, kiedy robię przerwę.

Klej kontaktowy w upale

Klej kontaktowy nakłada się na obie powierzchnie, czeka, aż odparuje rozpuszczalnik, a potem dociska. W normalnej temperaturze czekam kilka, kilkanaście minut, zależnie od kleju. W upale ten czas skraca się wyraźnie, a jednocześnie skraca się też czas otwarty, czyli okno, w którym klej jeszcze łączy.

Pierwszego upalnego lata na swoim zrobiłem to, co zawsze: posmarowałem skórę i sklejkę pod siedzisko, poszedłem po kawę i wróciłem po kwadransie. Klej był już suchy jak papier i po dociśnięciu nie złapał prawie wcale. Całe siedzisko do zdzierania i od nowa.

Teraz w upale smaruję mniejsze powierzchnie naraz, nie odchodzę od stołu i sprawdzam klej palcem w rękawiczce co chwilę. Klej jest gotowy, kiedy nie klei się do rękawiczki, ale jeszcze jest lekko lepki w dotyku. W wilgotne, parne dni powierzchnia kleju może zmatowieć od wilgoci, która skrapla się na nim przy parowaniu rozpuszczalnika, i wtedy klej trzyma słabiej. Z tym walczę tylko jednym sposobem: klejenie przekładam na poranek.

Opary i ogień

Kleje rozpuszczalnikowe, rozcieńczalniki i lakiery rozpuszczalnikowe parują w upale dużo szybciej. W powietrzu jest więcej oparów, a opary te są łatwopalne. Przy klejeniu otwieram wszystko, co się da, pracuję w półmasce z pochłaniaczem par organicznych, nie włączam w pobliżu niczego, co iskrzy, a puszki zamykam od razu po nabraniu kleju.

Chemię trzymam w metalowej szafce w najchłodniejszym rogu hali, z dala od świetlików. Puszki z rozpuszczalnikami na słońcu potrafią puchnąć. Kleje w sprayu i inne aerozole mają na etykiecie ostrzeżenie o temperaturze powyżej 50 stopni. Nie zostawiam ich w samochodzie na parkingu, bo latem w zamkniętym aucie tyle potrafi się zrobić bez trudu.

Puszki kleju i pędzle na stole w słońcu

Klej wodny do drewna

Zwykły klej do drewna na bazie wody też ma w upale krótszy czas otwarty. Przy klejeniu większych elementów, na przykład siedziska z kilku desek, przygotowuję wszystkie ściski i przekładki przed nałożeniem kleju i robię próbny montaż na sucho. Kiedy klej jest już na drewnie, nie ma czasu na szukanie ścisku po całym warsztacie.

Lakier i olej

Lakier wodny w trzydziestu stopniach schnie tak szybko, że nie zdążę połączyć pasów na mokro. Na blacie zostają smugi i granice między pociągnięciami pędzla. Każdy producent podaje zakres temperatur, w którym produkt można nakładać, i w upalny dzień łatwo z niego wyjść. Rozcieńczam albo dodaję opóźniacza tylko wtedy, kiedy producent to wprost dopuszcza, i dokładnie w podanej ilości. Częściej po prostu przekładam lakierowanie na wczesny ranek.

Olej jest bardziej wyrozumiały, ale w upale szybciej gęstnieje na powierzchni i trudniej zebrać nadmiar. Szmaty po oleju w upale to jeszcze większe ryzyko samozapłonu niż zwykle, bo startują z wyższej temperatury. Rozkładam je płasko na betonie w cieniu, z dala od budynku, albo trzymam w metalowej puszce z wodą. O olejach i lakierach na zewnątrz pisałem szerzej w tekście impregnat, olej czy lakier.

Tkaniny w upale

PVC i inne tkaniny powlekane w upale miękną i łatwiej się rozciągają. Przy krojeniu dużej plandeki pilnuję, żeby jej nie naciągać na stole, bo po ostygnięciu panel może się okazać krótszy, niż wyciąłem. Rolki trzymam z dala od świetlików i ciepłego dachu, na regale przy ścianie.

Człowiek

Najłatwiej zapomnieć o sobie. W upale pracuję od szóstej rano do mniej więcej czternastej, potem zamykam. Po czternastej i tak robiłbym błędy.

  • Pij wodę regularnie, zanim poczujesz pragnienie. Na stole mam zawsze butelkę.
  • Maska przeciwpyłowa w upale jest nieprzyjemna, ale jej nie zdejmuję przy szlifowaniu. Zamiast tego robię częstsze przerwy.
  • Zawroty głowy, nudności, ból głowy w upale to sygnał, żeby natychmiast przerwać pracę i iść w chłód. Przy maszynach wirujących nie ma miejsca na „jeszcze tylko jedno cięcie”.
  • Pan Staszek, który przychodzi do mnie pomagać przy maszynach, w upały przychodzi tylko rano. Po siedemdziesiątce z upałem nie ma żartów, i on o tym wie, choć czasem udaje, że nie.

Czego nie robię w upale

Nie kleję dużych powierzchni kontaktowym po południu. Nie lakieruję blatów. Nie szlifuję dużych ilości w zamkniętej hali. Nie przyjmuję pilnych zleceń na tapicerkę na skórze, bo klejenie skóry w trzydziestu stopniach to loteria.

Te rzeczy przesuwam na wieczór albo na chłodniejszy tydzień. Wystarczy powiedzieć klientowi prawdę: w upale klej nie trzyma tak, jak powinien, i wolę zrobić to dwa dni później dobrze niż dziś do poprawki. Nikt się jeszcze nie obraził. Hala, o której urządzaniu pisałem w maju, ma swoje zalety i swoje wady, a latem wychodzą te drugie. Z wadami da się żyć, jeśli się je zna.

Dalej w dziale Pracownia

Warto przeczytać

Cały dział