Jak urządziłem warsztat w hali po zakładzie tekstylnym
Cztery lata temu wyprowadziłem się z garażu sześć na trzy metry do kawałka starej hali na Widzewie. Sto osiemdziesiąt metrów, cegła, dach z północnymi świetlikami i mnóstwo rzeczy, których nikt mi nie powiedział przed podpisaniem umowy.
Pisze Krzysztof 5 min czytania

W garażu przy domu robiłem wszystko przez osiem lat. Stolarkę, tapicerkę, a pod koniec też pierwsze pokrowce. Pilarkę wystawiałem na podjazd, bo w środku nie było gdzie przeciąć deski dłuższej niż dwa metry. Tkaniny i pianki leżały w pokoju na górze. Żona znosiła to z anielską cierpliwością, dopóki nie znalazła trocin w pralce.
Wiosną 2022 wynająłem część hali po dawnym zakładzie tekstylnym na Widzewie. W Łodzi takich budynków jest sporo. Część została przerobiona na lofty i biura, część stoi pusta, a część dzieli się na mniejsze kawałki dla takich jak ja. Obok mnie jest pracownia kamieniarska, magazyn sklepu internetowego i chłopaki, którzy odnawiają stare motocykle.
Jak szukałem
Nie przez portale. Przez znajomych i przez chodzenie po podwórkach. Większość właścicieli starych hal nie wystawia ogłoszeń, bo nie muszą, wystarczy, że ktoś zapyta w portierni. Zapytałem w pięciu miejscach, w dwóch coś było, w jednym warunki dało się przyjąć.
Na co patrzyłem przy oglądaniu:
- Brama. Musi wjechać bus albo przynajmniej przyczepka. Moja ma trzy metry szerokości. Płyty meblowe, rolki tkanin i gotowe meble nie przejdą przez drzwi na klatkę schodową.
- Posadzka. Beton, bez dziur i bez spadku do jednego rogu, gdzie po deszczu stoi kałuża.
- Dach. Sprawdzałem, czy nie cieknie, stojąc w hali w deszczowy dzień. Właściciel proponował słoneczny, ja się uparłem.
- Prąd. Czy jest siła, jaka moc przyłączeniowa, kto płaci za licznik.
- Sąsiedzi. Kto obok i czym się zajmuje. Lakiernia za ścianą to inny świat niż magazyn z kartonami.
Światło, czyli za co pokochałem ten budynek
Stare hale włókiennicze budowano z dachem szedowym, czyli piłokształtnym, z przeszklonymi skosami zwróconymi na północ. Chodziło o to, żeby tkacze mieli równe, rozproszone światło przez cały dzień, bez ostrego słońca i bez cieni. Sto lat później ja mam dokładnie to samo przy krojeniu tkanin. Kolor materiału widzę taki, jaki jest, a nie taki, jaki robi z niego żarówka.
Minus: szyby w świetlikach są stare, część wymieniono na poliwęglan, a zimą przez ten dach ucieka ciepło jak przez sito. O zimie w hali i wilgoci napiszę osobno, bo to temat na cały wpis.
Dwie strefy, które nie mogą się spotkać
Najważniejsza decyzja przy urządzaniu to rozdzielenie brudnego od czystego. Stolarnia pyli. Nawet z najlepszym odciągiem drobny pył unosi się w powietrzu i siada na wszystkim. A tapicerka i szycie potrzebują czystych stołów, bo jasna tkanina meblowa z szarym nalotem wraca do klienta jako reklamacja.
Postawiłem ściankę z płyt OSB do wysokości dwóch i pół metra, a nad nią powiesiłem kotarę z grubej folii aż pod konstrukcję dachu. Stolarnia zajmuje mniej więcej sześćdziesiąt procent powierzchni, szwalnia i tapicernia resztę. Między nimi są drzwi, które zamykam zawsze, kiedy coś tnę albo szlifuję. Brzmi to banalnie, ale przez pierwsze pół roku drzwi nie było i żałowałem tego co tydzień.

Prąd: nie oszczędzaj i nie rób sam
W hali była siła, ale instalacja pamiętała czasy, kiedy stały tam krosna. Stare rozdzielnie, kable w tkaninowej izolacji, gniazda na ścianie w miejscach, które nikomu dziś nie pasują. Nową rozdzielnię z zabezpieczeniami różnicowoprądowymi, gniazda trójfazowe przy pilarce i odciągu oraz rząd gniazd 230 V nad każdym stołem zrobił elektryk z uprawnieniami, z protokołem pomiarów. Umiem podłączyć gniazdko, ale instalacja w obiekcie, gdzie leżą tkaniny, pianki i trociny, to nie jest miejsce na eksperymenty.
Mój błąd: zaplanowałem za mało gniazd w szwalni. Myślałem, że wystarczy po dwa przy każdym stanowisku. Potem doszła druga maszyna, lampa, żelazko do tkanin, ręczna zgrzewarka na gorące powietrze, ładowarki. Skończyło się przedłużaczami, których nie znoszę. Rok później elektryk przyszedł drugi raz.
Pył i ogień
Trociny, ścinki pianki, rolki tkanin. W jednym budynku mam wszystko, co dobrze się pali. Dlatego:
- Odpylacz workowy przy maszynach stacjonarnych, a przy elektronarzędziach ręcznych odkurzacz przemysłowy klasy M, przeznaczony do pyłów drzewnych. Zwykły odkurzacz domowy przepuszcza najdrobniejszą frakcję pyłu z powrotem w powietrze.
- Worki z odpylacza opróżniam regularnie, nie wtedy, kiedy już przestają ciągnąć.
- Sprzątam na koniec każdego dnia. Zamiatanie na sucho unosi pył, więc najpierw odkurzacz.
- Gaśnice przy wyjściu i w każdej strefie, sprawdzane co roku. Koc gaśniczy przy stole z klejami.
- Szmaty z olejem nigdy w koszu. O samozapłonie pisałem przy okazji ławki ogrodowej i będę to powtarzał do znudzenia.
- Kleje rozpuszczalnikowe i lakiery trzymam w metalowej szafce, z dala od grzejników.
Pył drzewny to też sprawa zdrowia, nie tylko pożaru. Pył z drewna twardego, jak dąb czy buk, jest uznany za rakotwórczy. Przy szlifowaniu i cięciu noszę maskę co najmniej FFP2, a przy dużych ilościach FFP3.
Rozkład stanowisk
W stolarni pilarka formatowa stoi na środku, bo wokół niej musi być miejsce na wysunięcie płyty z każdej strony. Pod ścianami strugarko-grubościówka, ukośnica na długim blacie, stół montażowy. Wszystko na tyle blisko odpylacza, żeby rury nie miały po osiem metrów, bo wtedy ciąg spada.
W szwalni najważniejszy jest stół krojczy, trzy metry na metr sześćdziesiąt. Stoi pod świetlikiem. Maszyna do ciężkich materiałów, o której zakupie z drugiej ręki pisałem tydzień temu, stoi tak, żeby po prawej stronie igły było kilka metrów wolnej podłogi. Przy plandekach cały ciężar materiału leży obok maszyny i trzeba go podawać.
W rogu mam małą kanciapę z biurkiem, laptopem i segregatorem. Tam przyjmuję klientów, bo nikt nie lubi rozmawiać o pieniądzach, stojąc w trocinach.
Umowa i ubezpieczenie
Umowę najmu czytałem trzy razy, a potem dałem ją do przeczytania znajomej, która zna się na nieruchomościach. Kluczowe rzeczy: kto odpowiada za dach i instalacje, co z nakładami, które poniosę, czyli ścianką i elektryką, jak długi jest okres wypowiedzenia. Przy ubezpieczeniu firmy powiedziałem wprost, co robię i co przechowuję, żeby w razie szkody nikt mi nie powiedział, że o tkaninach i klejach nie było mowy.
Po czterech latach
Nie wróciłbym do garażu. W hali mogę mieć jednocześnie rozłożoną plandekę na podłodze, zaczęty fotel na koźle i klejone siedzisko ławki pod ściskami. Mogę przyjąć klienta, pokazać mu próbki, nie przepraszając za bałagan w salonie. Zimą bywa ciężko, ale o tym jesienią. Na razie jest maj, świetliki są otwarte i słychać, jak sąsiedzi od motocykli odpalają coś bez tłumika.


