Prosto do rzeczy

Warsztat pomysły projekty

Łódź, Widzew hala po zakładzie tekstylnym

Projekt 023 Na swoim

Zdjęcia produktów zrobione telefonem w warsztacie

Przez lata robiłem zdjęcia swoich prac telefonem, na szybko, między jednym zleceniem a drugim. Wyglądały jak zdjęcia z miejsca zdarzenia. Dziś mam w warsztacie stały kącik do zdjęć, telefon na statywie i kilka zasad, które podsunęła mi piętnastoletnia córka.

Pisze 5 min czytania

Stanowisko do zdjęć produktów w świetle dziennym na stole warsztatowym

Większość moich klientów trafia do mnie z polecenia. Ale coraz więcej z internetu: z mojego profilu, z lokalnych grup, z ogłoszeń. I każdy z nich, zanim zadzwoni, ogląda zdjęcia. Nie opis, nie cennik. Zdjęcia.

Przez długi czas moje zdjęcia wyglądały tak: krzesło na tle sterty desek, żółte światło z lampy, w rogu kadru kawałek odkurzacza. Pokrowiec sfotografowany z ręki, pod słońce, tak że widać było tylko czarny kształt. Hela, moja córka, przejrzała kiedyś mój profil i powiedziała, że wygląda „jak ogłoszenie o zgubionym psie”. Zabolało, ale miała rację. Resztę tego tekstu w dużej części zawdzięczam jej.

Światło: najważniejsze i za darmo

W starych halach włókienniczych dach ma świetliki od północy. Budowano je tak, żeby tkacze mieli równe, rozproszone światło przez cały dzień. Okazuje się, że to idealne światło do zdjęć. Nie ma ostrych cieni, kolory są prawdziwe, nic nie świeci się jak lustro.

Mój kącik do zdjęć stoi pod świetlikiem w szwalni. Stół, a za nim ściana z tłem. Jeśli nie masz hali z takim dachem, szukaj dużego okna, najlepiej takiego, przez które nie wpada bezpośrednie słońce. Produkt stawiam bokiem albo pod kątem do okna, nigdy tyłem do niego.

Trzy zasady światła, które sobie wbiłem do głowy:

  • Jedno źródło. Wyłączam lampy w warsztacie, kiedy robię zdjęcie. Mieszanie ciepłego światła żarówki z zimnym światłem dziennym daje kolory, których nie da się poprawić, bo każda część kadru ma inną barwę.
  • Blenda. Z drugiej strony produktu, od strony przeciwnej do okna, stawiam arkusz białej tektury albo płyty styropianowej. Odbija światło w cienie i je rozjaśnia. Kosztuje prawie nic, a robi największą różnicę.
  • Bez lampy błyskowej w telefonie. Nigdy. Spłaszcza fakturę, a na tkaninach powlekanych robi białe plamy.

Tło

Tło ma nie przeszkadzać. Próbowałem białego papieru, ale moje produkty to drewno i tkaniny, a na sterylnej bieli wyglądały jak z katalogu marketu. Teraz mam trzy tła: kilka starych desek z podłogi zbitych w płytę, gładką sklejkę i arkusz szarego papieru pakowego. Wybieram to, które pasuje do produktu. Ciemne krzesło na jasnej sklejce, jasna tkanina na deskach.

Co wyrzucam z kadru: odkurzacz, kable, puszki z klejem, kubek z kawą. Chyba że robię zdjęcie „w pracy”, na które bałagan jest częścią historii.

Kadry, które robię zawsze

Dla każdego produktu robię tę samą serię. Dzięki temu nie zastanawiam się, czego brakuje.

  1. Całość z przodu, na wysokości środka produktu, nie z góry.
  2. Całość pod kątem, trzy czwarte, bo wtedy widać bryłę i głębokość.
  3. Detal szwu albo narożnika. Tu klient widzi jakość roboty. Równy szew na pokrowcu czy symetryczne fałdy na narożniku krzesła mówią o mnie więcej niż opis.
  4. Materiał z bliska, żeby było widać splot i fakturę.
  5. Skala. Ręka na oparciu, pokrowiec na meblu, osoba siedząca na ławce. Bez tego nikt nie wie, czy to krzesło dla dorosłego, czy dla lalki.
  6. W użyciu, jeśli się da: pokrowiec na meblu w ogrodzie, krzesło przy stole.

Przy krześle z wystawki, które opisywałem w tekście o tapicerowaniu krzesła z odzysku, zrobiłem też zdjęcia przed i po. Takie pary ludzie oglądają najchętniej.

Telefon fotografujący skórzaną torbę na drewnianym blacie

Telefon wystarczy, jeśli go ustawisz

Nie mam aparatu fotograficznego. Mam telefon i mały statyw z uchwytem. Statyw rozwiązuje połowę problemów: zdjęcia są ostre, kadr powtarzalny, a ja mam wolne ręce do ustawiania produktu i blendy.

  • Czysty obiektyw. Zabrzmi to śmiesznie, ale w warsztacie obiektyw telefonu jest zawsze w pyle i odciskach palców. Przecieram ściereczką przed każdą sesją. Różnica jest ogromna.
  • Bez zoomu cyfrowego. Podchodzę bliżej zamiast przybliżać.
  • Samowyzwalacz albo wyzwalanie głosem, żeby nie poruszyć telefonem przy dotknięciu ekranu.
  • Ostrość i jasność ustawiam, dotykając ekranu na produkcie. Jeśli zdjęcie wychodzi za ciemne albo za jasne, koryguję suwakiem jasności przed zrobieniem zdjęcia.
  • Poziom. Włączam siatkę w aparacie i pilnuję, żeby krawędź stołu była prosta.

Kolor musi się zgadzać

To dla mnie najważniejsze. Klient, który zamawia pokrowiec w kolorze, który widział na zdjęciu, dostanie reklamację, jeśli tkanina na żywo jest inna. Dlatego nie używam filtrów. Obróbka ogranicza się do kadrowania, wyprostowania i lekkiej korekty jasności. Jeśli nie jestem pewien koloru, trzymam w kadrze kawałek białej tektury, żeby sprawdzić, czy biel jest biała, a nie żółta albo niebieska.

W opisie przy tkaninach zawsze dopisuję, że kolor na ekranie może się różnić od rzeczywistego, i proponuję przysłanie albo pokazanie próbki. Kilka razy uratowało mnie to przed nieporozumieniem.

Zdjęcia u klienta

Najlepsze zdjęcia to te z miejsca, gdzie produkt pracuje. Ale to czyjś dom. Zawsze pytam o zgodę i pokazuję klientowi zdjęcia przed publikacją. Pilnuję, żeby w kadrze nie było numeru domu, tablicy rejestracyjnej, twarzy ani niczego, co zdradza adres. Przed wrzuceniem sprawdzam, czy zdjęcie nie ma zapisanej lokalizacji, bo telefon potrafi dopisać ją do pliku automatycznie.

Opis pod zdjęciem

Zdjęcie przyciąga, ale to opis sprawia, że ktoś dzwoni. Pod każdym produktem piszę krótko i konkretnie: wymiary, materiał, z czego jest wypełnienie, ile czasu zajmuje wykonanie na zamówienie, czy da się dopasować wymiar. Bez przymiotników typu „wyjątkowy” i „niepowtarzalny”. Klient, który szuka pokrowca na konkretny fotel, chce wiedzieć, czy się zmieści, a nie, że jest wyjątkowy.

Na końcu każdego opisu dopisuję, że szyję także na wymiar, i jak się ze mną skontaktować. Połowa zapytań dotyczy potem zupełnie innego produktu niż ten ze zdjęcia. Nie szkodzi. Zdjęcie zrobiło swoje.

Ile to trwa

Na początku sesja jednego krzesła zajmowała mi godzinę, bo szukałem tła, blendy i statywu po całym warsztacie. Teraz kącik stoi zawsze gotowy, a seria sześciu kadrów zajmuje dwadzieścia minut. Robię ją od razu po skończeniu produktu, zanim klient go odbierze. Później już nie będzie okazji.

Hela przejrzała niedawno mój profil jeszcze raz, przewijając kciukiem od najstarszych zdjęć do najnowszych. Przy krześle w grafitowej tkaninie się zatrzymała i powiedziała, że teraz wygląda „jak normalny sklep”. Potem poszła do siebie, a ja zostałem z telefonem i dość głupim uśmiechem. O tym, dlaczego nie konkuruję ceną, tylko robotą, pisałem przy okazji cen w lecie. Dobre zdjęcia to właśnie sposób, żeby tę robotę pokazać.

Dalej w dziale Na swoim

Warto przeczytać

Cały dział